Iced Earth – Początek epoki – (cz.1)

Iced Earth – Początek epoki – (cz.1)

Wzorując się na koledze Totemie, od jakiegoś czasu chciałem stworzyć Subiektywny Przegląd Płyt zespołów grających heavy metal oraz wszelkich jego pochodnych. Nie chcąc dublować nazwy zastanawiałem się nad różnymi wariantami takimi, jak Ciężki Młot czy Groźne spojrzenie Belzebuba 🙂 Wszystko, co przyszło mi do głowy brzmiało delikatnie mówiąc kretyńsko. Dlatego cykl postanowiłem ochrzcić po prostu Subiektywny Przegląd Płyt Muzyki Heavy Metalowej – w skrócie SPPMHM – i pod tą  sygnaturą będą pojawiać się moje wpisy z dyskografią zespołów.

Pierwszym zespołem, który postanowiłem wziąć na ruszt, jest Iced Earth. Formacja powstała w połowie lat 80-tych w Tampa w stanie Floryda. Ich muzyka wywodzi się  z amerykańskiego thrash metalu. Nie jest to dużym zaskoczeniem, ponieważ w tym okresie na amerykańskiej scenie metalowej królowały takie zespoły jak Metallica, Anthrax, Slayer, Pantera, Testament czy Megadeth – jednak z czasem byli oni coraz częściej zaliczani do power metalowych bandów, co uważam za absolutnie bzdurne zaszufladkowanie. Poznając bliżej zespół ma się nieodparte wrażenie, że jednak bliżej jest im do progresywnego metalu niż power czy speed metalu.

Na początku band występował pod nazwą Purgatory, jednakże dość szybko przemianowali siebie na Iced Earth i pod tą nazwą funkcjonują do dzisiaj.

1991 – Iced Earth

okładka albumu Iced EarthDebiutancki album zespołu został wydany w 1991 roku w Morrisound Recording Studios (Tampa na Florydzie). Producentem był Tom Morris oraz założyciel formacji Jon Schaffer. Zespół grał wtedy w następującym składzie: Jon Schaffer (rytmiczna gitara, chórki), Randy Shawver (gitara prowadząca), Gene Adam (wokal), Dave Abell (Gitara basowa), Mike McGill (Perkusja). Tak jak to często bywa z pierwszymi płytami, jest ona bardzo surowa. Nie oznacza to, że nie brzmi profesjonalnie. Już na demówce, wydanej dwa lata wcześniej, można dostrzec, że Jon Shaffer w swoich kompozycjach dba o każdy szczegół. Nie ma mowy o przypadkowym dźwięku czy losowej kolejności utworu na płycie. Mimo, że trzy kawałki pochodziły ze wspomnianego wcześniej Enter the Realm (Iced Earth, Colors, Curse the Sky) to i tak tworzą nierozerwalną część albumu będąc dokładnie w tym miejscu, w którym być powinny. Nie jest to jednak idealny krążek. Widać, że muzycy mimo stażu wciąż się docierają, że są tymi, którzy wciąż szukają własnego stylu. Teksty, jak przystało na dobry zespół metalowy tamtych czasów, ocierają się o mroki duszy, ciemne zaułki miast oraz noc. Jednakże możemy znaleźć na płycie kilka kultowych piosenek takich jak tytułowy Iced Earth czy When the Nigh Falls.

Zaczynając odsłuch albumu, ma się wrażenie, że zatrudniono Kinga Diamonda do wykonania partii wokalnych, jednakże po jakimś czasie wrażenie znika. Utwory na płycie charakteryzują się zmiennym rytmem, co pozwala nam uplasować gatunek wykonywanej muzyki pomiędzy thrash’em, a progresywnym metalem. Charakterystyczne  jest też wykorzystanie w niektórych piosenkach narracji, przez co mamy wrażenie, że opowiadana jest nam jakaś historia, lub że bohater utworu zwraca się do nas bezpośrednio. Często pojawia się schemat – spokojny początek zmieniający się w „pędzący pociąg” lub na odwrotnie.

Album Iced Earth na tle pozostałych dokonań zespołu wypada poprawnie, ale moim zdaniem nie jest to album, który można polecić na początek muzycznej przygody z chłopakami z Tampa. Nie jest to bynajmniej zła płyta. Technicznie  bardzo dobra, riffy są szybkie, solówki ciekawe i zapadające w ucho, ale to wciąż band, który szuka swojego miejsca w świecie sceny metalowej.

Debiut okazał się być wielkim sukcesem młodego zespołu. Iced Earth zaczął być rozpoznawalną nazwą. Pojawiły się również pierwsze wyróżnienia – między innymi album miesiąca w magazynie Rock Hard.

Lista utworów:

  1. Iced Earth [Music/Lyrics: Schaffer] (5/5)
  2. Written on the Walls [Music: Schaffer/Shawver/Abell/Adam (+ Lyrics)] (5/5)
  3. Colors [Music: Schaffer/Shawver, Lyrics: Schaffer] (4/5)
  4. Curse the Sky [Music: Schaffer/Shawver, Lyrics: Schaffer] (4/5)
  5. Life and Death [Music: Schaffer/Shawver, Lyrics: Schaffer] (4/5)
  6. Solitude [Music: Schaffer/Shawver] (3/5)
  7. The Funeral [Music: Schaffer/Shawver] (4/5)
  8. When the Night Falls [Music/Lyrics: Schaffer] (5/5)

Cały album: (4.25/5)

1992 – Night of the Stormrider

1992 - Night of the storm riderDrugi album studyjny został nagrany w tym samym studio, co poprzedni krążek i podobnie jak Iced Earth za produkcję odpowiedzialni byli Jon Shaffer oraz Tom Morris. W składzie zespołu nastąpiła zmiana, podziękowano za współpracę wokaliście oraz perkusiście. Line up zespołu przedstawiał się więc następująco: Jon Schaffer (gitara rytmiczna, chórki), Randy Shawver (gitara prowadząca), John Greely (wokal), Dave Abell (gitara basowa), Richey Secchiari (perkusja). The Night of the Stormrider wyraźnie różni się od debiutanckiego krążka. Jest to pierwszy koncept album stworzony przez Jon’a Schaffer’a. „Noc jeźdźca burzy” przedstawia historię człowieka, który czuje się zdradzony przez religię. Przepełniony gniewem odwraca się od wiary, przez co staje się łakomym kąskiem dla mrocznych sił natury które robią z niego swojego wysłannika na ziemi. Jego głównym celem jest sianie śmierci i zniszczenia. Bez skrupułów wypełnia swoje zadanie. Gdy jego życie dobiega do końca, zdaje sobie sprawę, że jedynym miejscem, w którym może się znaleźć jest piekło. Przyjmuje swoje przeznaczenie, świadom zła, które sprowadził na ziemię.

Płytę otwiera pełen patetyzmu i niepokoju utwór Angels Holocaust. Początek oraz druga połowa utworu wypełniona jest  dźwiękami kantaty Carmina Burana, co powoduje, że sam utwór długo zapada w pamięć. Spokojny początek i szaleńczy koniec płynnie przechodzą w drugi utwór Stormrider. Za mikrofonem przy tym dziele stanął sam Jon. Mimo spokojnego wstępu, nagranie to jest dość charakterystyczne dla thrash metalu w łagodniejszej jego odsłonie. Jednakże częste zmiany rytmu w połączeniu z solówkami, pozwala ponownie plasować zespół wśród przedstawicieli również progresywnego metalu. Oba utwory odgrywane są bardzo często na koncertach jeden po drugim ze względu na spójność (zarówno muzyczną jak i liryczną).

Nowy wokalista przypomina swojego poprzednika – szczególnie w partiach a’la King Diamond 😉 Jego głos jednak wydaje się być mocniejszy, a skala  bardziej rozpięta niż u Gene’a Adama. Partie instrumentalne też są bardziej wyrafinowane niż na wcześniejszym krążku. Widać postępy, zespół jest bardziej dograny i lepszy technicznie, chociaż wciąż są momenty, w których słychać delikatne zgrzyty. Zespół wciąż szuka. Na zdecydowaną uwagę zasługują również takie utwory, jak Desert Rain, Pure Evil czy Travel in Stygian. Iced Earth odszedł również od partii narracyjnych i nie pojawiają się one już tak często jak na poprzednim albumie.

Moim zdaniem, jest to jeden z najważniejszych albumów zespołu, szczególnie jeżeli chodzi o sam koncept. Teksty zawsze były i są nadal najsilniejszym i najbardziej charakterystycznym elementem ich twórczości. Słuchając poszczególnych utworów oddzielnie ma się wrażenie, że są one wyjęte z kontekstu, dlatego należy słuchać tego longplaya w całości.

Po wydaniu tego albumu, zespół zyskał fanów na całym świecie. W Japonii utwór Angels Holocaust zyskał 92 ze 100 punktów „szacunku” w magazynie Burrn! Magazine.

Lista utworów:

  1. Angels Holocaust [Music/Lyrics: Schaffer] (5/5)
  2. Stormrider [Music: Schaffer/Shawver, Lyrics: Schaffer] (5/5)
  3. The Path I Choose [Music: Schaffer/Shawver, Lyrics: Schaffer] (4/5)
  4. Before the Vision [Music: Abell/Shawver, Lyrics: Schaffer] (3/5)
  5. Mystical End [Music/Lyrics: Schaffer] (4/5)
  6. Desert Rain [Music: Schaffer/Abell, Lyrics: Schaffer] (5/5)
  7. Pure Evil [Music: Schaffer/Shawver, Lyrics: Schaffer] (5/5)
  8. Reaching the End [Music/Lyrics: Schaffer] (3/5)
  9. Travel In Stygian [Music/Lyrics: Schaffer] (5/5)

Cały album: (4.33/5)

1995 – Burnt Offerings

Na swój trzeci krążek Amerykanie kazali czekać aż trzy lata. Spowodowane to było wieloma czynnikami. Pierwszym i najważniejszym było to, że w zespole nie działo się dobrze. Mimo wysiłków i co raz większej sławy spowodowanej sukcesem albumu The Nigth of the Stormrider, pieniądze rozchodziły się, a niektórzy członkowie zespołu przestali sie z nim identyfikowaćą. Narastało napięcie i złość. Owocem tych ciężkich czasów była ponowna zmiana wokalisty i perkusisty. Do Iced Earth dołączył Matt Barlow – uważany za najlepszego wokalistę zespołu. Jego poprzednicy śpiewali, krzyczeli, próbowali growla, ale żaden z nich nie wstrzyknął takiej dawki emocji, jak zrobił to Matt. Jego głos nadał w końcu zespołowi tego czegoś, co w połączeniu ze stroną liryczną wyróżnia Iced Earth na tle innych metalowych kapel. Burnt Offering uznawany jest za najcięższy album w dorobku grupy. Jest tym, czym dla zespołu Metallica jest „… and justice for all”. Słychać w nim złość, czuć mrok przeplatany z poezją. Zespół w końcu znalazł właściwą formułę. Barlow i Schaffer doskonale uzupełniają się wokalnie, co najlepiej słychać na tytułowym utworze, otwierającym longplay – Burnt Offerings. Jon i Matt na zmianę wykonują partie wokalne przez co mamy wrażenie, że demon (któremu składana jest tytułowa palona ofiara) jest istotą dualną – zarówno złą, jak i posiadającą zasiane dobro. Partie gitarowe są również bardziej wyszukane niż na po przednich dokonaniach bandu. Solówki bardziej dopracowano i mam wrażenie, że chwilami są one bardziej skomplikowane niż miało to miejsce wcześniej.

Pomimo tego, że Burnt Offerings nie jest koncept albumem, to nie oznacza, że brakuje w nim historii, która zapada w pamięć po wysłuchaniu dzieła. Do takich utworów należy Dante’s Inferno, kawałek w całości zainspirowany Boską komedią Dante Alighieri. Słuchaczowi  przedstawiona zostaje podróż Dantego po piekle. Poznajemy każdy krąg od pierwszego pełnego namiętności, po ostatni wypełniony zdrajcami, w którym urzęduje sam Lucyfer. Utwór rozpoczyna się dość spokojnie od opisu podróży rzeką Styks i zbliżania się do bram piekła, których strzeże Charon. Sielanka jednak przemija, gdy bohater przepływa pod bramą z napisem „Porzućcie wszelką nadzieję, wy co tu wchodzicie”. Ryk gitar, szybkie riffy oraz głos Barlowa genialnie przenoszą nas w sam środek historii, której stajemy się mimowolnymi świadkami. Osoby, które czytały wspomniane dzieło Pana Alighieri, zwrócą z pewnością uwagę na wierne odzwierciedlenie chronologii podróży poety.

Album został nagrany w tym samym studio, co wszystkie pozostałe longplaye, a za produkcje odpowiedzialni byli ci sami ludzie. Burnt Offerings nagrany został w następującym składzie: Jon Schaffer ( rytmiczna gitara / wokal), Randall Shawver (gitara prowadząca), Matthew Barlow (Główny wokal), Dave Abell (gitara basowa), Rodney Beasley (perkusja).

Lista utworów:

  1. Burnt Offerings [Music: Schaffer/Schawver. Lyrics: Schaffer] (5/5)
  2. Last December [Music/Lyrics: Schaffer] (5/5)
  3. Diary [Music: Schaffer/Shawver/Abell. Lyrics: Barlow) (5/5)
  4. Brainwashed [Music: Schaffer/Shawver. Lyrics: Schaffer] (5/5)
  5. Burning Oasis [Music: Schaffer/Shawver/Abell. Lyrics: Schaffer] (4/5)
  6. Creator Failure [Music: Schaffer/Shawver/Abell. Lyrics: Barlow) (4/5)
  7. The Pierced Spirit [Music: Abell/Shawver. Lyrics: Schaffer] (5/5)
  8. Dante’s Inferno [Music/Lyrics: Schaffer] (5/5)

Cały album: (4.75/5)

Album Burnt Offerings otworzył nowy rozdział w historii zespołu i zakończył okres, w którym zespół za sprawą Iced Earth poszukiwał swojej tożsamości. Przed grupą otworzyły się nowe możliwości, a fanów czekała spora ilość nieopowiedzianych dotąd historii, ale o tym w następnym odcinku. Poniżej utwór z z pierwszego albumu zatytułowany When the Night Falls, który wykonuje sam Matt Barlow.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *