Arctic Monkeys „AM” – czy ja chcę wiedzieć?

Arctic Monkeys „AM” – czy ja chcę wiedzieć?

„Do I wanna know?” – oto jest pytanie. Czy ja chcę wsłuchiwać się w szczegółach w dźwięki słynnych, wciąż jeszcze młodych, zespołów naszego stulecia? Radio nie wystarczy? Ale skoro Mikołaj w osobie Dalekiego Kuzyna wynagrodził mnie „AM” Arctic Monkeys, to trzy odważne wdechy, „one for the road” i jedziemy.

Jedziemy oczywiście w towarzystwie.

Daleki Kuzyn: „Pierwszy kawałek jest świetny, a cała płyta też całkiem dobra”. Oho, asekuruje się, myślę.

Spirydion: „Czułem, że Arctic Monkeys kiedyś nagrają taką dojrzałą płytę, i dokładnie wiedziałem, że taka właśnie będzie”. Mistrz wieloznacznej recenzji.

Wieczna Krytyczka: „Nie wiem new york airport limo service dokładnie gdzie, ale wszystkie te zagrywki już gdzieś słyszałam”. „Sir Paul też gra ciągle to samo, nawet pisałem o tym” – bronię, bo akurat pod ręką leży „New”. „Tak, ale on to wymyślił…”

Koledzy, z którymi brzdąkam na gitarach: „…” (tj. kiedy zarzuciłem temat mojej nowej płyty, po zaciągnięciu się papierosem powrócili do rozmowy o roli heroiny w życiu Charliego Parkera).

arctic-monkeys-2013

Znaczy się, żadnego piania nie ma. A przecież to fajna płyta. Grana w rejestrach, jakie uwielbiam: niski środek. Proste, wyraziste riffy gitarowe i dość głęboka sekcja. Niezbyt szybkie tempa. Do tego falsetowe chórki hulające pod sufitem od prawej do lewej. Początek w postaci „Do I Wanna Know?” wszystkie te patenty zawiera i jest wielce obiecujący. Potem patenty się powtarzają (uwaga, słowo-klucz!) i zaczynamy identyfikować również tzw. źródła inspiracji. Pod tym względem zespół budzi zaufanie, źródła są godne: Black Sabbath („R U Mine?”, „Arabella”), Beatlesi („Snap Out Of It”), Nick Cave (zwrotki „I Wanna Be Yours”) oraz to, czego bliżej nie potrafię i w swej ignorancji nie chcę weryfikować – hip hop z chórkami z r’n’b („One For The Road”, „Why’d You Only Call Me When You’re High” – proszę sobie dopasować źródła, jak kto zna). Przy czym zastrzegam, że w przypadku chórków Wieczna Krytyczka wskazała także „te boysbandy, co każdy śpiewa jedną linijkę, a potem wszyscy razem refren” („I Wanna Be Yours”, „Knee Socks”). Gwoli ścisłości dodam też, że inspiracje Black Sabbath nie tylko brzmieniowe są – tu się wyjmuje cztery nutki z „Paranoid”, ówdzie dwie (ale identycznie zagrane) z „War Pigs”. O plagiacie nie ma mowy, bo za mało nut się powtarza (uwaga, słowo-klucz).

I co z tą postmodernistyczną, hipsterską potworą teraz zrobić? Bo jeszcze, jak powiedziałem, brzmienia fajne, niektóre kawałki się zapamiętuje za drugim razem już, a jak się częściej odtwarza i powtarza (uwaga…), to i wszystkie się da. No, może z wyjątkiem nudnawych ballad („No. 1 Party Anthem” i „Mad Sounds”, które nie wiedzieć czemu zestawiono na płycie obok siebie).

Jak więc tu potencjalnemu słuchaczowi doradzić, w jednym zdaniu esencję zawrzeć? Spróbujmy: chwytliwe i śmiałe połączenie różnorodnych inspiracji, zdecydowanie jedna z najlepszych wtórnych płyt, jakie słyszałem.

(3.5/5) dla tych, co kładą akcent na słowo „wtórna”

(4.5/5) dla tych, co wolą „jedna z najlepszych”

4 komentarze to “Arctic Monkeys „AM” – czy ja chcę wiedzieć?”

  1. spirydion napisał(a):

    hmm, wywołany do tablicy oraz dla lekkiego rozjaśnienia może dodam, że wiedziałem dokładnie tyle by nie musieć tej płyty w całości wysłuchać:)
    głęboko wierzę jednak na słowo i jestem pewien, że nie sprawia ona wyjątkowej przykrości.

  2. Lwu napisał(a):

    Opinia wielce szanownego Elvisa, jak każda, autorstwa Jego pióra vel klawiatury, nie pozostawia czytelnika obojętną;)
    Sądząc po słowach recenzenta, płyta mu się podobała tylko „na pewno gdzieś już to słyszał”, czasem nawet słuchając własnej płytoteki, a czasem niestety stojąc w korku będąc zdany na (nie)łaskę stacji radiowych.
    I ja się z tym zgadzam, jednakowoż subtelnych i zacnych zapożyczeń jest tu zdecydowana większość, a mniejszości nie jestem w stanie (może i dobrze) zidentyfikować i dlatego płytę oceniam, wyciągając średnią obu ocen Elvisa czyli na 4.
    Godna polecenia.
    Ps. Czekamy (i nie wyrażam tu chyba jedynie swojego zdania) na recenzję Błyskawicy Pearl Jam’u

  3. Daleki Kuzyn napisał(a):

    Chwala za to chlopakom, ze jesli szukaja u zrodel tworzac muzyke, to wlasnie u zrodel a nie dlawiacego sie hydrantu pod niewielkim cisnieniem. W mojej ocenie plytka na 4.5 – nie poszukuje juz w muzyce cos bardziej ekstremalnego niz van der graaf, czy kruki vel wrony rozdzierajace sie na echoes floydow. Ta plyta jest idealna jadac zatloczonym ztm-em, w odtwrzaczu w samochodzie, tylko jest jedno niebezpieczenstwo: podobnie jak w backspacer pearl jam, na budziku moze pojawic sie nieekonomiczna predkosc, a eco driving przede wszystkim.
    Ja czekam na recenzje graffiti on the train – stereophonics, gdyz to zupelnie inny album a takze niezwykle ciekawy. Peace

  4. elvis napisał(a):

    eco drivin’ rulez 😀

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *