Bukartyk

Bukartyk

Durną miłość” usłyszałem po raz pierwszy w połowie lat dziewięćdziesiątych. Okoliczności były adekwatne. Odwiedzałem znajomych. Byli parą chyba od podstawówki, a może i od przedszkola. W sam raz na tyle długo, żeby trochę się sobą znudzić i trochę zmęczyć. Ich związek, dla wielu idealny, przechodził właśnie kryzys. I gdzieś po środku tego kryzysu przytrafiła im się „wpadka”. Nie byli już dziećmi – oboje kończyli właśnie studia – sami mogli podejmować decyzje. Możliwości wyboru było kilka, ale dla nich klamka zapadła – jedynym wyjściem był ślub.

Z wizytą wpadłem kilka tygodni po tym radosnym wydarzeniu. Atmosfera była gęstawa, a „klimat” robiła (między innymi) serwowana Jej przez Niego do śniadania, obiadu i podwieczorka „Durna miłość” Bukartyka. „Życiowy” kawałek – gorzki i bardzo na temat. Wówczas wykonywany z akompaniamentem gitary jedynie (chyba zapis z jakiegoś występu). Spodobał mi się bardzo ten solowy aranż. Żałowałem, że sam tak nie potrafię, choć trochę w tych czasach próbowałem.

Ją Bukartyk doprowadzał do szału i szczerze mówiąc – nie dziwię się.

Wycofałem się z pola bitwy przed kolacją (choć miałem nocować). Wróciłem nocnym pociągiem do domu. Z ulgą.*

W późniejszych latach jakoś średnio mi było z Bukartykiem po drodze. Coś tam niby do mnie docierało za pośrednictwem radiowej Trójki. A to jakiś nowy kawałek, a to audycje po środku nocy, które współprowadził z Deblessemem chyba (choć głowy nie dam). Zauważyłem, że rozrósł się, zelektryfikował i skomplikował aranżacyjnie, co umiarkowanie mi się wówczas spodobało. Sądziłem (i sądzę nadal), że jest pewien typ twórczości, której służy maksymalna prostota, a jedna gitara to w sam raz tyle, aby robić dobrą muzykę. Zwłaszcza jeśli potrafi się grać. Czasy nie sprzyjają jednak samotnym bardom, a żyć trzeba. Rozumiem to.

Dlatego trochę przy okazji (na jakiejś wyprzedaży), a trochę przez reminiscencje, kupiłem po latach „Ideały” Bukartyka & Sekcji. Płytę o nieprzystawalności i życiowych dysonansach. O durnej miłości także.

Trzeba przyznać, że ma Bukartyk zmysł obserwacyjny i potrafi zajmująco opowiadać historie wielokrotnie już opowiadane przez innych. Pisze o rzeczach trudnych i ważnych bez poetyckiego zadęcia. Bywa ironiczny, ale nie popada przy tym w wesołkowatość. Niby trzyma reporterski dystans, lecz tak naprawdę pozostaje bardzo blisko bohaterów swoich opowieści.

„Ideały” są w gruncie rzeczy syntezą stanu ducha. Trochę Bukartykowego, a trochę nas wszystkich. W 11 odcinkach. W przeważającej większości to bardzo udane kawałki, które trudno puścić sobie, ot tak, mimo uszu.

A Sekcja? Raczej nie przeszkadza w odbiorze, choć ktoś złośliwy mógłby rzec, że niespecjalnie też pomaga. Cóż, nie ma rzeczy idealnych. W końcu o tym jest ta płyta…

*Ostatecznie wszystko zakończyło się happy endem. Żyją długo i (prawdopodobnie) szczęśliwie.

Bukartyk & Sekcja „Ideały” 2002 (3.5/5)

„Durna miłość” (6/5)

4 komentarze to “Bukartyk”

  1. tenpawlak napisał(a):

    ale kabaretem jedzie… błeeee

  2. dada napisał(a):

    Z Bukartykiem mam ten problem, że lubię jego granie solowe z gitarą, strasznie natomiast mnie męczą jego płyty, z „pełnymi” aranżacjami. Jakby nie mógł uwierzyć, że czasami wystarczy zagrać skromnie, że dużo instrumentów niekoniecznie podnosi jakość. Że wychodzi – jak słusznie napisali chłopaki – dancing czy kabaret. Czy wręcz – jak w przypadku „Prawa do orgazmu” żenada…
    Wręcz uwielbiałem jego piątkowe poranne spotkania z Wojtkiem Mannem w Trójce (nie wiem, czy jeszcze to trwa? ostatnio jakoś nie po drodze mi poranne słuchanie radia). Ich dyskusja przed i po kawałku „Kobiety jak kwiaty” spowodowała wręcz histeryczny napad śmiechu w tramwaju :). Na wydaną w tym roku „Z czwartku na piątek” trafiła znowu w aranżacji (choć na szczęście nie tragicznej) z Grupą Mozarta – http://www.youtube.com/watch?v=VOlzHrqaF4o . A potrafi też Bukartyk być całkowicie poważny – choćby http://www.youtube.com/watch?v=6JMqlRhwNkk czy wspomniana „Durna miłość” http://www.youtube.com/watch?v=hKzX5rs2E1I.

    A akurat z tympawlakiem mamy związane z Bukartykiem baaardzo miłe osobiste wspomnienia, nieprawdaż? ;).

  3. tenpawlak napisał(a):

    Hmm, moim zdaniem był to Jan Jakub Należyty.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *