CocoRosie w basenie.

CocoRosie w basenie.

Starzeję się. Po raz kolejny dotarło to do mnie przy okazji wczorajszego koncertu CocoRosie w Basenie. Nie, nie dlatego, że deprymował mnie młodociany wiek publiczności (licznie dopisała). Nic z tych rzeczy, był cały przekrój – od lat pięciu do pięćdziesięciu pięciu. Że lata lecą dotarło do mnie, w trakcie oczekiwania na główną gwiazdę wieczoru (był jeszcze saport). Dwie godziny – z takim poślizgiem odbyła się impreza.

Oczywiście wiem – koncert (nie transmitowany na żywo) nie ma prawa rozpocząć się punktualnie, to stara świecka tradycja. Jakiś czas temu spłynęłoby to po mnie, ale z wiekiem staję się mniej tolerancyjny. Nie chodzi nawet o to, że w Basenie było jak w basenie – mokro (zero wentylacji, a ludzi kupa), ale naprawdę nie wszyscy fani docierają na koncerty autkami, niektórzy przyjeżdżają z innych miejscowości, planują sobie jakoś powrót. Wielu z nich zmuszonych było zwinąć się w połowie iwentu.
Nie mam pojęcia kto zawinił, ale zanim dziewczyny pojawiły się na scenie, mój entuzjazm jakoś rozpłynął się w coraz bardziej gęstniejącej atmosferze klubu.

W końcu jednak się pojawiły. Wywołało to eksplozję radości wśród publiczności i… niemal w tym samym momencie głośną eksplozję w głośnikach. Megapiardnięcie, zaraz potem buczenie, syczenie oraz inne industrialne (przy)dźwięki, nie zaplanowane jednak (co znając skłonność sióstr Casady do eksperymentów brzmieniowych nie musiało być takie oczywiste). Z trzech pierwszych utworów zapamiętałem głównie, charakterystyczną w takich sytuacjach, pantomimę Bianki (że nie działa, że pierdzi, i że nie słychać), a także, równie charakterystyczną, nerwową bieganinę obsługi próbującej namierzyć przyczynę problemu.

cocorosie_2Później było już normalnie. Ujmujące wokalizy i paraoperowe śpiewanie Sierry, rapowanie i trudny do podrobienia, nieco dziecięcy, wokal Bianki, harfa, sample, elektronika, znakomity francuski beatboxer Tez i sporo fajnych kompozycji. Właściwie wszystko, za co polubiłem kilka lat temu produkcje CocoRosie.
I w tym właśnie problem. W upływającym czasie. Formuła muzyczna, która może nie rewolucyjna, ale w czasach pierwszych albumów świeża i oryginalna, moim zdaniem nieco już się zużyła. Niespecjalnie mnie ten koncert czymkolwiek zaskoczył a lubię być zaskakiwany. Nie powiem, „momenty były”, ale ilekroć wydawało mi się, że już zaczynam bardziej się wciągać, temperatura odbioru opadała.

Dla jasności – to były ponad dwie godziny (w tym pół godziny bisów) uczciwej muzycznej roboty, jednak magii zabrakło. Czasu spędzonego w środowy wieczór w Basenie nie żałuję, ale też niespecjalnie długo będę go pamiętał.

CocoRosie, Warszawa, klub Basen, 26.06.2013 (3/5)

PS: Na ostateczną ocenę koncertu może nieco rzutować fakt, że przed wejściem do klubu ochrona brutalnie (i bezpowrotnie) zarekwirowała mojej małżonce butelkę krupniku, którym zamierzaliśmy sobie wyostrzyć zmysły przed odsłuchem, a którego lekkomyślnie nie spożyliśmy uprzednio w pobliskich krzaczorach.

3 komentarze to “CocoRosie w basenie.”

  1. elvis napisał(a):

    Oczekiwanie na koncert… Mój przyjaciel wrócił z rybnickiego koncertu G’n’R w ubiegłym roku i opowiada: „Słuchaj, wszyscy czekają godzinę, dwie, trzy, i nic! To był czwartek, ludzie mieli nocne pociągi powrotne, już wiadomo, że nie zdążą, że do roboty nie pójdą, ale nic, czekają. Gunsi wyszli trzy i pół godziny później, ludzie oszaleli dosłownie! No wiesz, kto jak kto, ale Axel może sobie pozwolić na czterogodzinne spóźnienie”. A moim skromnym zdaniem gówno Axel może, a nie tak traktować ludzi, którzy go Axlem zrobili. I bardzo się dziwię tym, co oszaleli dosłownie. Chyba że z wściekłości.

    • tenpawlak napisał(a):

      pełna zgoda z Elvisem (ach, jakie to nieczęste się tak zgrywać)

    • gRamofan napisał(a):

      Dwadzieścia lat temu tego typu akcje znosiłem nawet nie tylko z godnością, ale i z pewnym rozbawieniem. Wszak przynależałem do grupy tych-co-po-prostu-wiedzą-że-poślizg-być-musi. Patrzyłem na pozostałych (tych-nie-obeznanych-z-tematem) i słuchałem ich złorzeczeń, utyskiwań z poczuciem wyższości, typowym dla ludzi wiedzących.
      Dziś już tak nie potrafię. Szkoda. Fajnie jest wiedzieć więcej. 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *