Jakżeż ja się uspokoję

Jakżeż ja się uspokoję

Zadrżałem. Zatrząsłem się z oburzenia. Chyba mnie wkręca – pomyślałem czytając wpis gRafomana „Nie takie znowu pustki„. Totalny bałagan i wstrząsająca ignorancja najwyższego stopnia! Nie wiedzieć nic o Pustkach? Nie znać ich płyt? Jakżeż to?

Ortodoksyjnie i zadziornie powiem, że jak kolega nie zna płyt wcześniejszych niż „Kalambury”, to nie zna w ogóle Pustek i na ich temat nie powinien się wypowiadać, a tak tylko banialuki plecie, a jego wpis w pełni zasługuje na miano recenzyjnego pustkowia.

Ponieważ Pustki to jeden z najbardziej niejednoznacznych współczesnych polskich zespołów. Każda ich płyta jest inna i na każdej z nich obcujemy z inną propozycją artystyczną. I to mi się podoba. Lubię te ich twórcze poszukiwania, bo kto nie idzie do przodu, ten się cofa.

Owszem niektóre Pustki są mi bliższe, a inne dalsze, co zobaczycie w gwiazdkach, ale nie o to chodzi. Pustki po prostu trzeba znać w pełni.

A więc po kolei.

W pierwszej płycie pt. „Studio Pustki” lubię nawiązanie do tradycji Velvet Underground i całego tego awangardowego, miejscami chorego podejścia do rock’n’rolla. W sposób świeży, lekki i orzeźwiający polską muzykę. W każdym utworze z tej płyty czuję świetną zabawę ikonografią związaną z tamtymi latami, tamtymi czasami, tamtą muzyką, a brzmienie „Everybody Must Get Stoned” jest dla mnie zabójcze. Mocny i udany cover „Świętego szczytu” (covery to najtrudniejsza konkurencja) potwierdził mi wielkość Pustek.

Na drugiej płycie pt. „8 Ohm” zespół zaskoczył mnie bogatym brzmieniem post-rockowym, pięknymi melodiami i dojrzałością muzyczną. Swobodnie budując nastrój i korzystając z bardzo różnych środków wyrazu, stworzył spójny i atrakcyjny świat, w którym odnajdą się muzyczni erudyci.

Trzecia płyta pt. „Do Mi No” to z kolei płyta pierwszej rekomendacji. Z tego, co najlepsze na poprzednich płytach, powstała propozycja wyrafinowana i łatwa zarazem. Awangardowa i przebojowa jednocześnie. Świetnie zagrana i bardzo dobrze nagrana. 12 doskonałych piosenek. 12 części muzycznego tortu. 12 kawałków perfekcyjnie skomponowanego zestawu sushi/sashimi. Jeśli wiesz nic o Pustkach – zacznij od niej.

Być może te muzyczne podróże były skutkiem ciągłych zmian w zespole. Być może ta różnorodność i brak dookreślonego stylu była dla grupy trudna. Być może dlatego na każdej płycie grał inny skład, a dzisiejsze Pustki są inne niż te z pierwszej płyty. Być może. Mnie się to podobało. Natomiast na pewno nie lubię Pustek zawłaszczonych przez Basię Wrońską. Dlaczego? Bo nienawidzę tego całego grywania w wielu różnych formacjach, które po jakimś czasie trudno odróżnić od siebie. A co najważniejsze – brakuje mi pod jej kierownictwem rockowego pazura.

Dlatego płyta „Koniec kryzysu” to dla mnie kryzysu początek. Są jeszcze na niej momenty radosne i z jajami, np. „Parzydełko” i „Pomyłka”, ale w sumie wieszczy ona powolną wymianę w Pustkach jaj na jajniki.

Ewidentnie potwierdza moją tezę utwór „Kalambury”, który ma dwie wersje – męską i żeńską.

Na składankowej płycie „Broniewski” śpiewa go z Pustkami Muniek Staszczyk i jest to piosenka energetyczna, rockowa, brudna, bujająca, konkretna i na temat (zburzoną Warszawa niełatwo przełknąć). Po prostu zero pitu pitu.

Ta sama piosenka na płycie „Kalambury” jest ładna, miła, łagodna, nijaka i nie bardzo wiem, o czym ona jest, a choć wokalistka śpiewa, że jej serce pękło, to w ogóle jej nie wierzę.

Żądam więc więcej Pustek w Pustkach, a wszystko będzie dobrze! Może się uspokoję…

ps. bardzo lubię „Ballady i Romanse” i doceniam (jak widać w gwiazdkach) to, co pani Wrońska wniosła do Pustek, kiedy jeszcze była gościem lub równorzędnym członkiem zespołu.

Gwiazdki:
„Studio Pustki” (5.5/5)
„8 Ohm” (5/5)
„Do Mi No” (6/5)
„nic do powiedzenia” (ep) (4/5)
„Koniec Kryzysu” (4/5)
„Kalambury” (4/5)

One Response to “Jakżeż ja się uspokoję”

  1. gRamofan napisał(a):

    z moją nieznajomością pustek jest trochę jak z tym dowcipem o góralu, który zapisując się do partii (a nie było jeszcze wówczas ani po, ani nawet pis-u) został negatywnie zweryfikowany w związku z nierozpoznawaniem wizerunków marksa i lenina. jako, że egzaminujący go partyjny funkcjonariusz również miał problemy z identyfikacją osób na fotografiach podsuniętych mu (niejako w rewanżu) przez górala, kandydat na członka skwitował to stwierdzeniem: „wicie, ponocku, kozdy mo swoich znajomków…”.

    podobnie jest ze mną.
    nie przesłuchałem jeszcze całej muzyki. na szczęście… 😀

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *