Niech ktoś powie „NIE”!

Niech ktoś powie „NIE”!

Postmodern Jukebox bez pardonu wdarli się na moją aktualną listę Top 3 zajebistych coverbandów.

Schemat: kapela bierze na warsztat starsze kawałki i nadaje im bardziej nowoczesną formę, to standard. Tu jest dokładnie na odwrót — mniej lub bardziej współczesne piosenki odbywają podróż do przeszłości. Czasem nawet w lata 20 XX wieku.

Podstawą niełatwej sztuki coveru jest pomysł. A poza tym pomysł i jeszcze raz pomysł. Ale jak dla mnie, to mało. Liczy się też warsztat. Nie słyszałem jeszcze dobrego coveru zrobionego przez obrażających swoje instrumenty grajków! Ktoś zna — z ciekawością posłucham…

W tych interpretacjach wszystko klei się idealnie. Nic nie jest wymuszone, połatane, przekombinowane, wypełnione na siłę jakąś dźwiękową watą. Błysk i świeżość! Niesamowita muzyczna erudycja i umiejętności. Aranże, głosy… Haley Reinhard! Gdy usłyszałem, jak śpiewa Creep Radiohead, dostałem gęsiej skórki. Dosłownie. Arcydzieło.

Nie mogę się od tej muzyki oderwać.

No, niech ktoś mi powie, że to nie jest rewelacyjne!

W maju byli w Warszawie. Wtedy jeszcze o nich nie słyszałem. Niesamowita szkoda…

 

12 komentarzy to “Niech ktoś powie „NIE”!”

  1. totem napisał(a):

    Jest jeszcze jeden szczegół – takie interpretacje pokazują wartość wyjściowej kompozycji. Nie ceniłem nigdy Radiohead i mam wrażenie, że nawet ta interpretacja (świetna zresztą) nie ratuje Creep. Za to Seven Nation – miodzio!

    • gRamofan napisał(a):

      Pierdu, pierdu, a walizka skacze po peronie. Ty do Radiohead jesteś po prostu uprzedzony. 🙂 A ja za nimi po prostu niespecjalnie przepadam. Ale akurat Creep jest zajebistym kawałkiem. W wersji vintage, z Haley Reinhard na wokalu, nawet przezajebistym. Tym bardziej przezajebistym, że to, co widać na załączonym obrazku jest pierwszym wykonaniem. Weszli sobie chłopaki do studia z dziewczyną i ta bez żadnych prób zaśpiewała.
      I to jest nieoczekiwany przykład na to, że różne talentszoły są w stanie raz na jakiś czas wychwycić kogoś wartościowego i dać mu lekkiego kopa do przodu.

    • thomm ash napisał(a):

      wykastrowane 7 nation… bez emocji i energii… ech…

  2. totem napisał(a):

    Przecież piszę, że wykonanie zacne. Jeno porównaj ten żałosny Creep do wielkich kompozycji z ery swingu. No sorki 🙂

  3. tenpawlak napisał(a):

    Ja powiem NIE. Moim zdaniem to słabe jest. Bo moim zdaniem to jest żadne. Mechaniczne. Przewidywalne. Banalne. Bez jaj. I co dziwne 🙂 zgadzam się z Totemem: to tylko mówi o jakości oryginalnej kompozycji. Lubisz ją – to lubisz cover. Nie lubisz – to i Creep w wersji a la Mozart nie da rady

    Z podobnej bajki: Max Raabe to ma jaja. Wyraziście i na pograniczu kiczu. Gdyż albowiem jak na serio brać coverowanie wstecz? Że jakby się zawziąć to „Ona tańczy dla mnie” można przełożyć na Bacha, Haendla, patenty są znane, ulubione harmonie, aranżacje, wszystko zbadane i wiadome?

    Pamiętacie scenę z Amadeusza, w której młody Mozart parodiuje style innych kompozytorów?

    Co dodały te covery do oryginalnych kompozycji? Jak na nowo je odczytały? Ano NIC I NIJAK.

    A jak posłuchasz white light/white heat w wersji Ralpha Stanleya to zobaczysz zupełnie nowy świat…

    https://youtu.be/SgEowZq2PCI

    • thomm ash napisał(a):

      dołożyłem jeszcze kilka słów od siebie, zgadzam się w pełni… jeszcze ten akcent wokalistki mnie irytuje…

  4. thomm ash napisał(a):

    Panowie, nie ma sie co pałować – słucham Careless whispers, udrękę dzieciństwa z komunistycznych czasów i jakiejś videoteki Szewczyka… (Teraz słucham rozmemłane 7 nation army i też takie mizerne) Ale wiem, o co im może chodzić… Może węszą niszę w stylu tej smutnej francuskiej formacji, co to jej rzewne bossanovy łażą w galeriach handlowych – ci postanowili na vintage pojechać, a nuż się sprzeda numer do filmu z epoki… A nuż milioner zaprosi na urodziny i też w dechę… I jako muzyka użytkowa jest w porządku. Nie widzę tego w kategoriach szczerej muzyki i jakiegoś powiewu… A może to jest jakiś ruch mainstreamowy, bo ktoś zauważył popularność Hańby… Co myślicie na ten temat?

    • thomm ash napisał(a):

      słuchając zakładałem, że to polskie jest – no to w takim razie revival swingu… mizerny

    • zgrobal napisał(a):

      Zgadzam sie z panem, panie Popiol 🙂 . Nie sposob tez oprzec sie wrazeniu, iz w dzisiajszych czasach liczba ludzi, ktorzy sila sie na oryginalnosc czy tez chcacych zdobyc tzw. swoje 5 minut jest tak ogromna, ze rezultat jest wlasnie taki a nie inny. Nie tak dawno temu zaistniala tez moda na ( krotka bo krotka ) rozmaite chory, reinterpretujace rozmaite hity od lat 60-tych ( a moze i starsze ) po wspolczesne. Chodzi oczywiscie glownie o mass media pop. W ucho wpadl mi szczegolnie dziewczecy chor, wystepujacy pod szyldem Scala & Kolacny Brothers. Pare pierwszych utworow w ich wykonaniu bylo nawet mile dla ucha ale oczywiscie im glebiej zaczeli brnac w tym kierunku, tym gorzej. Te kawalki udostepnione wyzej mozna z latwoscia przeciwstawic takiej np, kapeli, jak Dresden Dolls. Te kapele, jak i tez pare innych, mozna nazwac oryginalnymi. Reszta, no coz, niekoniecznie. Takie opinie jak T.Ash’a czy moja, sa tez byc moze rezultatem tzw. acquired taste. I to na tyle jesli chodzi o moje 3 gr.

  5. thomm ash napisał(a):

    A właśnie słucham coveru Radiohead… postmodernistyczne wesele w stylu lat 30tych, może to też jakaś nisza jest na takie eventy – brać najbardzie ograny i słaby kawałek RadioHead aby się dobrze Grażyny i Janusze bawiły… A i Sebix kojarzył z męczenia tym kawałkiem wora w RMFie lub Zetce… Jako projekt konceptualny jest git… jako zespół ssie (Sorki, ale się podenerwowałem lekko) Pewnie rozmemłany blue monday nagrają i rozmemłane love will tear us apart… Albo enola gay… Idąc tym tropem…

  6. thomm ash napisał(a):

    PS. ja na miejscu tych gości wziąłbym sobie jakąś angielkę murzynkę, takie to mają takie miłe głosy… i wtedy sukces murowany 😉

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *