Obywatelu, to nie dyskoteka

Obywatelu, to nie dyskoteka

Czekałem na transport na stacji metra Centrum, kiedy dość niespodziewanie zaczepił mnie pewien plakat.

– Obywatelu, to nie dyskoteka – zagaił spokojnie (bez wykrzykników), ale tonem poważnym (czcionką typu bold w barwach narodowych, na czarnym tle).

Zaintrygowany podszedłem bliżej i wówczas przemówił do mnie tymi słowami:

Muzyka już w starożytności obejmowała dwie sfery życia – sacrum (kiedy prowadziła do poszerzania świadomości i kontemplacji piękna) i profanum (pełniąc funkcję rozrywkową). Pitagoras grecki matematyk i filozof uważał, że muzyka ma funkcję oczyszczającą i także jako mistyk leczył nią.

Muzykę publicznie prezentowano w kościołach i klasztorach oraz na zamkniętych pokazach aż do pierwszych publicznych otwartych koncertów, które odbyły się w Londynie w XVII wieku.

Pierwszy koncert rockowy odbył się 21 marca 1952 roku w Cleveland w Ohio, wykonany przez zespół Moondog Coronation Ball.

Niezależnie czy dotyczy to sfery sacrum czy profanum – lepiej pójść na Torwar lub do Opery Narodowej, niż słuchać muzyki w komunikacji miejskiej. Cisza też jest muzyką.

Pomyśl o innych, nie jesteś tu sam.

Pomyślałem. O innych i o sobie. Dość gwałtownie. Po chwili jednak opanowałem emocje, wyjąłem słuchawki i tym razem przemówił do mnie Zack de la Rocha utworem Bombtrack:

Ughh! Hej ty! To jest kolejny bombowy kawałek… ughh!
Hej ty! To jest właśnie kolejny bombowy kawałek… yeahh.
Zaczynamy na raz, dwa, trzy i…
To jest jeszcze jeden bombowy kawałek,
A frajerzy myślą, że mogą to wyciszyć (…)

– Odpowiedni kawałek, w odpowiednim miejscu i momencie – pomyślałem po raz drugi i odjechałem.

Utwór Bombtrack otwiera płytę Rage Against the Machine  (5/5) (matko, to już 20 lat!) zespołu Rage Against The Machine.

5 komentarzy to “Obywatelu, to nie dyskoteka”

  1. spirydion napisał(a):

    zastanawia mnie ta reklama Torwaru, bo kiedys slyszalem ze tam bylo nienajlepiej z naglosnieniem… czy to juz dawne dzieje i dzis jest inaczej?:)

    Zack dlatego spiewa „Bombtrack” bo u nich w L.A. nikt przeciez nie jezdzi publicznym transportem! jest przyzwyczajony do podrozowania swoją wlasną bryką albo bryką kumpla wiec latwo mu mowic (skandowac)!
    gdyby dorastał w polskim miescie i spedzil pol zycia w autobusach na pewno mialby wieksze wyczucie a tak cala jego empatia zostala skanalizowana na „walke z systemem”…ech…

    • gRamofan napisał(a):

      Co prawda, to prawda z tym L.A.
      Ale w takim Londku udało mi się spotkać w metrze braci Greenwood z Radiohead, i to dwukrotnie, mimo że byłem byłem tam zaledwie przez tydzień. Jeden nawet słuchał bezczelnie muzyki, mimo że europejczyk…

  2. spirydion napisał(a):

    miales niezla srednią! ja tam przez pare lat akurat w metrze (i innych srodkach transportu) nikogo takiego nie widzialem…

    hmm co do Radiohead – tak sie konczy jak czlowiek za mlodu podczas tras nie robi burdelu w hotelach i nie wyrzuca telewizorow przez okno…potem musi odreagowac robiąc halas w wagonie i szkodząc innym:)

  3. tenpawlak napisał(a):

    a ja tam jeździłem po L.A. autobusami i jedną linią metra, da się, można, widziałem też tam kilka osób, a skoro już się chwalimy jacy to światowi jesteśmy to dopowiem, że w Londynie też byłem, Beatlesów w undergroundzie nie spotkałem…

    • gRamofan napisał(a):

      Bo Beatlesi jeżdżą metrem w Liverpoolu. W zeszłym tygodniu widziałem tam Lennona.
      Poza tym, bez jaj, w dzisiejszych czasach bywać w Londku, to jak bywać w Kutnie, albo Żyrardowie. Co innego jeździć do L.A., i to metrem…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *