Opowieści Mr. Dealera

Opowieści Mr. Dealera

[Marianne] spojrzała w górę – nad nią z półmroku wynurzył się Mick Jagger (…) Z bliska – zauważyła z obrzydzeniem – jego twarz była tłusta i pryszczata.

(Tony Sanchez, „Up and Down with The Rolling Stones”)

W pierwszych słowach mego listu wyrazy podziękowania winien jestem Danielowi Wyszogrodzkiemu. Otóż lat temu około dwieście jego książka „Satysfakcja. Historia zespołu The Rolling Stones” zainfekowała mnie, dożywotnio mam nadzieję, rockandrollem.

Opowiesci_Mr_2Nosicielem wirusa zostałem, nie mając żadnego pojęcia o dorobku Stonesów, ale chyba nigdy już (tj. nawet po przesłuchaniu) nie pokochałem ich bardziej niż po pierwszej lekturze książki Wyszogrodzkiego. Co dowodzi, że da się napisać dobrą książkę o muzyce. A może tylko o rockandrollu – czyli o muzyce, buncie, stylu, o seksie i narkotykach. Pewnie to drugie, zwłaszcza kiedy czytasz „Satysfakcję” jako nastolatek, kilka razy z rzędu. Mniejsza o to, książka broni się i przy dojrzałej lekturze – naszpikowana faktami, anegdotami oraz rzetelnymi informacjami o okolicznościach powstawania albumów i koncertach. To wszystko napisane z sympatią i przymrużeniem oka wobec szczeniackich występów (zwłaszcza pozascenicznych) najstarszego bandu świata.  Polecam.

Natomiast ze sto lat później, w jakimś holenderskim antykwariacie, natknąłem się na książkę, którą Wyszogrodzki zapewne pilnie przeczytał. I wiele zaczerpnął moim zdaniem, choć w wydaniu „Satysfakcji”, które posiadam, słowem się nie przyznał (w imię wdzięczności za zainfekowanie wybaczam mu w sercu). Chodzi mianowicie o wspomnienia Tony’ego Sancheza „Up and Down with The Rolling Stones”, pierwszy raz opublikowane w 1979 r. „Spanish Tony” był „asystentem” Keitha Richardsa w latach 60. XX w., co w rzeczywistości sprowadzało się do dostarczania Keithowi i drużynie różnych specyfików wprowadzających w inne stany świadomości. Zdanie „I was not a dealer” jest najczęściej pojawiającym się  w książce, której treść dowodzi zgoła co innego. Zresztą bodajże w latach 90. Tony zmienił odrobinę zdanie, publikując swoje wspomnienia pod zmienionym tytułem „I Was Keith Richards’ Drug Dealer”.

Opowiesci_Mr_3O Stonesach wiele można się tu dowiedzieć w kontekście sex & drugs. O rock’n’rollu nie pisze Tony za wiele i ta strona życia zespołu jest mu mniej znana. Natomiast chwali się uczestnictwem w zwariowanych orgiach Briana, Keitha, a nawet Lennona, niekończących się balangach z LSD, kokainą i heroiną w rolach głównych. Zresztą sam tytuł wspomnień nie tyle oznacza życiowe wzloty i upadki, co raczej narkotyczne odloty i zjazdy (zainteresowanym przedstawia Tony podział narkotyków na uppery i downery). Twierdzi też, jakoby romansował z Marianne Faithfull, wówczas dziewczyną Micka. Dyskusje, ile z książki Sancheza jest prawdą, to niekończąca się opowieść, natomiast warto zaznaczyć, że głównym zarzutem Keitha wobec nielojalnego pracownika było, że „nie był w stanie sam tej książki napisać, bo ledwo umie się podpisać”. Zawartości gitarzysta już specjalnie nie kwestionował. Co zresztą nie przeszkodziło mu przyłożyć lufy pistoletu do głowy Tony’ego, gdy spotkał go już po publikacji wspomnień.

Tak czy siak, warto poczytać o ekscesach trójki Stonesów, Anity Pallenberg i arystokratyczno-artystowsko-plebejskiej kompanii otaczającej zespół w drugiej połowie lat 60.  Musi być ziarenko prawdy w historiach o autodestrukcji wrażliwego i infantylnego Briana, kiepskim kochanku, kiepskim kierowcy i tchórzliwym awanturniku Keithie i cynicznym, bystrym kameleonie Micku oraz ich przepięknych i bezpruderyjnych damach. A na pewno jest wiele prawdy w obrazie swingującego Londynu, w którym piosenki średnio rozgarniętych szczeniaków dawały początek rewolucji społecznej, której intelektualni liderzy wierzyli w uzdrawiającą moc LSD. Szalona eksplozja tego londyńskiego mixu idei, muzyki i drugów nie zmieniła wprawdzie świata, ale rozsadziła kulturę zachodnią i pchnęła ją na nowe tory. Jak to było możliwe? Tony nie jest oczywiście w stanie (i nie próbuje) dać odpowiedzi, ja też zachodzę w głowę, gdy czytam, jakim paskudnym degeneratom zawdzięczamy te rewolucyjne zmiany… Ta łamigłówka to kolejny, choć autorsko niezamierzony atut „Up and Down with The Rolling Stones”.

Jako że dzieło Tony’ego nie doczekało się polskiego tłumaczenia, mniej biegłych w językach zachęcam do przeczytania książki Wyszogrodzkiego, a krótka próbka dzieła Pana Dealera poniżej.

Kiedy skręcałem jointa z papierowej torby Briana, sięgnął do niej i zaczerpnął resztkę bibuły nasączonej LSD. Obawiałem się, jaki efekt wywrze na nim LSD po alkoholu, kokainie, wszystkich dopalaczach i środkach uspokajających, które połknął. Jednak sprawiał wrażenie, że wie, co robi, więc trzymałem język za zębami.

Zaskakujące, ale Brian wciąż wydawał się być całkiem przy zdrowych zmysłach, choć nie byłem już dość trzeźwy, by to dobrze ocenić. Nagle wpadło mu do głowy, aby puścić taśmy z napisaną przez siebie muzyką. Jego mózg musiał fikać koziołki wewnątrz czaszki. Próbując założyć taśmę, porozwijał ją wszędzie, a im bardziej starał się zrobić porządek, tym bardziej się gubił. W końcu siedział na podłodze i płakał, zaplątany  w dziesiątki metrów taśmy.  Po chwili, zanim zdołałem go powstrzymać, zaczął ciąć nożyczkami zapis wielotygodniowej pracy. Wreszcie kiedy wyciął kilka metrów i założył, dało się słyszeć coś, co brzmiało jak kawałek naprawdę dobrej piosenki. Czy rzeczywiście była tak dobra – nikt się już nie dowie.

Następnie zaczął wiązać ze sobą pocięte taśmy na supełki, przekonany, że to jedyny sposób, aby je naprawić. Później puścił jakiś fragment od końca i siedział, powtarzając: „Wspaniałe, wspaniałe, wspaniałe”. Sam wcześniej próbowałem kwasu i rozumiałem – po nim  wszystko brzmiało doskonale.

Opowiesci_Mr_4

W środku Brian, po prawej Keith

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *