Scorpions / Sting in the Tail

Scorpions / Sting in the Tail

W czasach, kiedy Ciemna Strona Mocy wciąż ociera się o naszą rzeczywistość, dobrze jest dla odreagowania posłuchać płyty z ładnymi melodiami. „Ładne” kojarzy się z „proste”, a jak ładne i proste, to szybko się znudzi. Chyba że zagra to porządny, rockowy ansambl. Scorpions to mistrzowie melodii. Grupa potrafi pisać przeboje, a Klaus Meine swoim wysokim, nosowym głosem sprawia, że wierzymy w to, co śpiewa.

Tak naprawdę zacząłem ich szanować, gdy fenomenalnie wykonali „In The Flesh?” oraz „Run Like Hel” na koncercie „The Wall – Live In Berlin” w 1990 roku. Szanuję ich także za współpracę z polskim basistą Pawłem Mąciwodą – pierwszym rodakiem w składzie rockowego zespołu z ekstraklasy.

„Sting in the Tail” to podobno ich pożegnalne dzieło, po którego wydaniu muzycy zamierzają odejść na zasłużoną emeryturę. Jakoś w to nie wierzę. Raczej spodziewam się długiej, pożegnalnej trasy koncertowej, następnie płyty live z koncertów, potem dwu-trzech lat przerwy i come backu w fajerwerkach. Obym się nie mylił, bo materiał wydany na rzeczonej płycie jest co najmniej dobry i nie wskazuje na kryzys twórczy czy też wypalenie.

Pierwszy utwór – „Raised on Rock”, nawiązuje do najlepszych czasów grupy. Świetny riff i melodia. Następnie dwa to energetyczne numery: „Sting in the Tail”, „Slave Me”. A gdzie zniewalające ballady, gwarantujące zwiększone dochody fabrykom zapalniczek? Oto pierwsza – Maine (przez cały album w doskonałej formie wokalnej) wspomaga się w utworze „The Good Die Young” gotyckimi wokalizami Tarji Turunen z Nightwish. Efekt rewelacyjny. „No Limit” i „Rock Zone” to flirt hard rockowców z heavy metalem. Świetna, „galopująca” perkusja w pierwszym z nich. Druga ballada, „Lorelei” leciutko ociera się o kicz? W każdym razie przebój murowany. Potem znowu mocno – „Turn You On” i „Let’s Rock”. W drugim z nich gitarzyści „wymieniają się” solówką. Swoją drogą, na płycie są aż cztery utwory ze słowem „rock” w tytule. Teraz wstęp, z którego brzmienie gitary dobrze znamy. „SLY” muzycznie i tekstowo nawiązuje do „Still Loving You”. Ładne odniesienie do hitu sprzed lat. Końcówka to „Spirit of Rock” i „The Best Is Yet To Come” – murowany hymn stadionowy.

Coś mi mówi, że mając taki potencjał materiału koncertowego, nie tak łatwo będzie skończyć działalność. Jak na razie grupa trzyma się własnego, rozpoznawalnego stylu. Nie eksploruje nowych przestrzeni muzycznych. Nie o to chodzi. Chodzi o solidne rzemiosło i dobrą zabawę dla słuchaczy. Na tym polu Scorpions to mistrzowie.

Jedno jest pewne, spacerując tego roku po plaży, zawieszę na uszach tę muzykę i pewien jestem, że nie tylko ja.

(3.5/5)

„Raised on Rock”, „Sting in the Tail”, „Slave Me”, „The Good Die Young ” (feat. Tarja Turunen), „No Limit”, „Rock Zone”, „Lorelei”, „Turn You On”, „Let’s Rock”, „SLY”, „Spirit of Rock”, „The Best Is Yet to Come”.

Data wydania: 19.03.2010 r

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *