The Bill – 8siem

The Bill – 8siem

PIERWSZA GWIAZDKA

Bo zabrzmiało jak trzeba, od razu po włożeniu płyty do odtwarzacza maszyna rockowa ruszyła z impetem. Czytelne, czyste brzmienie z mocnym basem – porządna produkcja, a nie była ona do tej pory mocną stroną płyt tej grupy. Trudno przy słuchaniu „8siem” odruchowo nie podkręcać potencjometru głośności. Brzmi dobrze – słuchana głośno brzmi bardzo dobrze. Na uwagę zasługuje również szata graficzna wydawnictwa – świetna okładka, wkładka ze zdjęciami i tekstami. To dobrze, że w cyfrowej epoce zespół dba o fanów przywiązanych do tradycyjnych nośników.

DRUGA GWIAZDKA

Za teksty. Mam wrażenie, że nad płytą krąży duch Stachury. Nie chodzi tylko o oczywisty cytat w utworze „To Ja”. To rockowy Stachura XXI wieku, który swoje przeżył wie, co najważniejsze, jednocześnie zachowujący młodzieńczą świeżość spojrzenia. Ukazało się ostatnio kilka płyt, na których rockowi wykonawcy siłują się z tekstami Steda. Podejście Kefira odpowiedzialnego za warstwę słowną albumu jest znacznie ciekawsze, inspiracja, klimat, poetyka mistrza przepuszczona przez własną wrażliwość daje ciekawy efekt. Nie do końca pasują natomiast do całości antywojenny „Ordery Chwały” i wyśmiewający popularne, głupawe telewizyjne programy „Wystarczy być”.

TRZECIA GWIAZDKA

Za kompozycje. Nie spodziewałem się tak przebojowego materiału. Utwory mają radiowy potencjał. „Siła”, „Oto Jestem” czy „Wystarczy Być” dotrzymują kroku krajowej czołówce, a nawet w starciu ze światowymi tuzami punk rocka nie płonęłyby ze wstydu. „Płomień” w rytmie boogie ma w sobie coś z klimatu ery polskiego big-bitu lat 60. „Słowa Jak Kamienie” rozpoczyna riff w stylu AC/DC i trochę szkoda, że melodia zwrotki następująca po nim jest trochę banalna. Właściwie tylko jedna piosenka rozczarowuje. Do bólu banalny melodyjnie i harmonicznie „Anioł” mógłby być wykonywany przez ogniskowych gitarzystów pokroju Starego Dobrego Małżeństwa, jeśli już zostajemy w temacie okołostachurowym.

CZWARTA GWIAZDKA

Za konsekwencję w działaniu. Za istnienie tyle lat na obrzeżach rockowej sceny. Za niezależność. Myśląc o polskiej scenie punkowej do głowy w pierwszej chwili przychodzi Armia, Dezerter, Brygada Kryzys. Tymczasem nie wolno zapominać, że takie kapele jak The Bill nadal robią swoje. Mało tego, nie zasklepiają się w „jarocińskich” klimatach lat 80. Grupa Kefira trzyma rękę na pulsie współczesnej muzyki punk rockowej i potrafi bez kompleksów mierzyć się z nią. Młodzi uczcie się.

the bill ekipa

Oto jestem, Krzyk, Anioły, Pozwól mi, To ja, Ordery chwały, Drzewa, Siła, Płomień, Słowa jak kamienie, Wystarczy być, Tu i teraz

Data wydania: 10 kwietnia 2013

Wydawca: Lou & Rocked Boys

(4/5)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *