1 maja XXI wieku

1 maja XXI wieku

Kiedy niezauważony mijał pierwszy dzień maja 2015 roku, a ja zastanawiałem się o jakiej piosence w związku z tym napisać kolejny wpis na cogra.pl, uznałem, że nie ma już klasy robotniczej.

To znaczy oczywiście jest, ale że Working Class Hero Lennona się zdezaktualizowało

i nie ma już  tego wszystkiego, co kazało artystom awangardowym w latach 80-tych ubiegłego wieku ubierać się w drelichy i socjalizować.

Więc o czymże pisać na warsiawskim bruku?

O Malczikach w wykonaniu Deriglasoffa? (Bo tylko ta wersja jest oficjalna, reszta to podróbki,)
(brak linka do tej wersji, za to mamy opis płyty XXX)

O Nie idź do pracy The Users?

Oczywiste oczywistości.

To może dalej.

O piosence z 1983 roku. O tym jedynym utworze, dla którego powinien powstać zespół Lombard.

Bo przyznaję się do winy. Mam poczucie kiczu przy Przeżyj to sam, poczucie o-niczym-to jest przy Szklanej pogodzie i tylko przy bezpośrednim Mam dość się ożywiam.

To raczej nie moja bajka.

Natomiast tę piosenkę Jacka Skubikowskiego (słowa i muzyka) w wykonaniu Lombardu w interpretacji Małgorzaty Ostrowskiej uważam za kamień milowy polskiego popu.

A poza tym za ponadczasowy opis zmagań szarego człowieka z losem.

Przy okazji przypomniałem/uświadomiłem sobie, że Jacek Skubikowski nie żyje. Jakby co, to podaję ten fakt do publicznej wiadomości.

Bohaterem jest wbity w garniak mężczyzna. Ale wiadomo metaforycznie mężczyzna to człowiek, czyli bohaterem może być również wbita w kostium kobieta. (W drugą stronę to nijak nie idzie. Kobieta mataforycznie nie jest człowiekiem. Kobieta jest kobietą i nic więcej. Sorry, to nie ja, to teoria literatury.) Jak się wygląda w takim stroju-garniaku wszyscy wiedzą, więc o-co-cho w zajawce jasne, jak małe pełne. Tytułowe ptaki mają też dwie inne właściwości. Po pierwsze wszystkie wyglądają identycznie. Po drugie są nielotami. I to są najważniejsze informacje potrzebne do zrozumienia, co autor miał na myśli.

No więc po kolei. Streszczenie akcji.

Najpierw się obudził, na jakimś tam osiedlu, miasteczku Wilanów dajmy na to. Bloczki kultura, pięknie postawione, z wysoka i z daleka śliczniusie jak Lego lub Nowa Huta. I znowu do roboty. Długi, krótki weekend się skończył. Trza nakurwiać i napierdalać w korpo. Co jak wiadomo nie takie proste jest, a nawet łatwo się poślizgnąć, więc stres też jest.

Pan kanapka wcale nie taki tani, więc sobie śniadanie w domu zrobi. Nikt nie zauważy, że oszczędza, za to hajs będzie na następną ratę leasingową na tojotę przepiękną aż strach.

Z jednej strony bohater całym sobą prezentuje pogardę dla sytuacji, dla korporacji, dla rzeczywistości: tu się zgina dziub pingwina.

Z drugiej strony przesadnie dba o mimikrę i stara się zamaskować i ukryć wszystkie swoje cechy charakterystyczne.

Z trzeciej strony bardzo dużo go to kosztuje, co widać w postępującym pod wpływem stresu starzeniu.

No bo tutaj jest jak jest. Raz tak, raz siak. Raz się jest najlepszym z lepszych, raz najgorszym z najlepszych. Ale zawsze naj. Taki lajf. Fajnie jest tylko wtedy, kiedy się może poudawać kogoś innego. Jakiegoś innego ptaka na przykład. Tego, co to ma więcej kolorowych piórek wbitych w dupę. O! To jest dopiero coś! Kolorowe oczka w dupie! Za to można się dać zaharować na śmierć!

Ale żeby to osiągnąć, trzeba na co dzień się posocjalizować. Polubić kogoś lub jakiś wpis. Poznać się z kim trzeba. A że nigdy nie wiadomo z kim warto, to warto ze wszystkimi przybić pionę. Popisać się podpisem lub bezpieczniej sforwardowaniem maila dalej. Nie rozumiesz? To forwarduj! I już już czuć zapach tych milionów co to na konto zaraz wpadną, ale jak przychodzi co do czego to czuć, że szambo wybija raz po raz. I jak zawsze prosto w nos.

I nawet wróżbita Maciej się rozłącza, kiedy go spytać o przyszłość.

A jeśli jakaś refleksja przyjdzie, jeśli coś tknie, to widać będzie, że z każdym dniem życie, biurko, świat coraz bardziej przypomina Gabinet doktora Caligari. Koślawy, teatralny, straszny, sztuczny, nierealistyczny, przerażający, złowrogi i złowróżbny jak u Kracauera.

Posłuchajmy:

W domach, jak klocki olbrzyma,
Rury zawyły ze strachu przed dniem.
Znów się zaczyna taniec pingwina na szkle.

Zwija śniadanie w gazetę,
Chowa pod skrzydło pysk blady jak wosk.
Dziób mu się zgina, rośnie łysina od trosk.

Życie na boki go kiwa,
Kusym truchcikiem załatwia sto spraw.
Czasem obrywa, czasem się zgrywa – jak paw.

Ściska co dzień nowe dłonie,
W setkach papierów zostawia swój ślad.
Śni o melonie, śpi na peronie – pod wiatr.

Z okna widać to samo,
Co dzień bardziej ukośnie.
Widać w lustrze, co rano jak wolno dziób rośnie.

W domach jak klocki olbrzyma,
Rury zawyły ze strachu przed dniem.
Znów się zaczyna taniec pingwina na szkle.

Taniec pingwina na szkle
słowa i muzyka Jacek Skubikowski
wykonanie Lombard
interpretacja Małgorzata Ostrowska (5/5)

p.s.  🙂

One Response to “1 maja XXI wieku”

  1. totem napisał(a):

    Najlepszy tekst ś.p. Jacka Skubikowskiego. Tyle, że pingwin, to nie mieszkaniec wilanowskiego Lemingradu. To był PRL-owski urzędnik z urzędu, zanurzony w socjalistycznej beznadziei. Śmiech historii – piosenka jest czytelna także dziś.
    „Szklana pogoda” to tekst Dutkiewicza, ale poniekąd bliźniaczy i na szczęście kompletnie już nieaktualny. Zrozumiały tylko dla tych, którzy żyli w Mordorze w epoce Generała.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *