Jezus Maria Peszek CD C.D.

Jezus Maria Peszek CD C.D.

Trudno pisać polemikę do takiego inteligentnego i wyważonego wpisu jak Elvisa „O co to całe jezus maria?” Przez jakiś czas nawet postanowiłem nie pisać, ale ta licha liczba gwiazdek siedzi mi pod skórą jak drzazga. Ej.

Nie przeczytałem żadnej innej recenzji tej płyty (no bo kogo czytać, poza cogra.pl?), więc nie odniosę się do ogólnie zapewnie znanych płaszczyzn dyskusji, za to znajdziecie tutaj kilka refleksji, które każą mi zaprotestować z powodu marnej liczby gwiazdek we wpisie Elvisa „O co to całe jezus maria?”.

Muzycznie to płyta obojętna. Brzmienia są przeciętne, nie dobre, ale i nie słabe. Zaryzykuję tezę, że słynne t.A.T.u. 200 по встречной to przy tym potęga brzmienia.

O tekstach tak wnikliwie napisał Elvis, że reszta jest milczeniem.

Ale poza tematem i techniką jest jeszcze trzeci pierwiastek sztuki – wyraz artystyczny. I tutaj myślę, że na „JMP” mamy do czynienia z czymś porównywalnym do toute proportion gardée pastelowych wyrobów „Firmy portretowej S. I. Witkiewicz”. Jak zapewne wiecie, było to przez dłuższy czas główne źródło przychodów Witkacego, choć ku jego zmartwieniu najbardziej chodliwe były nie te wynikające z teorii Czystej Formy, tylko te najbanalniejsze, najnudniejsze, naturalistyczne. Nie cieszyły się też owe portety przez wiele lat uznaniem krytyków, dlatego największa ich kolekcja jest w niemającym nic wspólnego z Wikacym Słupsku, gdzie miejscowe lokalne, maleńkie muzeum kupiło ich w 1965 roku 110 prac za obecną cenę 2 obrazów. Bo nikt tego wówczas nie chciał kupić. W tej chwili jest tam ponad 250 prac.

Przesada? Niekoniecznie. Od samego początku płyty czuję unoszący się nad nią opar Witkacego i antyojcowiznowatego Gombrowicza. Balansujący na granicy kiczu, banalizmu i quasi sloganów, celowego drażnienia i zaplanowanych kontrowersji. W którym momencie, ile lat po śmierci staje się to sztuką? I czy trzeba dodatkowo strzelić spektakularnie samobója? Nomen omen jak wspomniana przez Marię Peszek Amy Winehouse, która po swojej śmierci jakoś tak ciekawsza się zrobiła. Nie wiem. Ale za ogólny wyraz artystyczny tej płyty daję cztery gwiazdki, licząc na to, że historycy sztuki przyznają mi rację i że Maria Peszek swą biografią dopomoże mi w obronie jej dzieła. No dobra, bez przesady, może być bez samobójstwa, ale choćby ze spektakularną wyprowadzką do Belgii, za sąsiada obierając sobie innego artystę winnic znanego jako Gérard Xavier Marcel Depardieu.

Dodatkowe pół gwiazdki dodaję za tę niezwykłą umiejętność pisania przebojów ze słowami wpadającymi w ucho, jak to umięjętnie ujął Elvis – szlagwortów. To wielka sztuka dostępna nielicznym tylko artystom. Gdyby było ciekawiej muzycznie, byłaby niewątpliwa mocna kandydatura do polskiej płyty roku 2012.

Maria Peszek, Jezus Maria Peszek, 2012 (4.5/5)

ps. A Totemowi ładne fotki załączyłem 🙂

 

 

7 komentarzy to “Jezus Maria Peszek CD C.D.”

  1. totem napisał(a):

    Nie ma chłop szczęścia, raczej peszka….

  2. gRamofan napisał(a):

    Witkacego nawet lubię (choć nie padam przed nim na kolana), Gombrowicz zaś raczej nie opiera się próbie czasu (z wyjątkiem „Dzienników”). Nawet więc gdyby nad ostatnią płytą Marii Peszek unosił(y) się ich opar(y), to raczej nie skłonił(y)by mnie do jej przesłuchania. Ze względu na ogólny wyraz artystyczny Peszek Marii. 🙂

    Szczerze mówiąc uważam, że nad nią i jej płytami unosi się nie opar, a duch. Duch epoki. Epoki kryzysu, marketingu i reklamy, tokszołów, kolorowych pism no i oczywiście apokalipsy :). Ja za nim nie przepadam – za tym duchem, więc olewam twórczość MP. Olewam, choć ideologicznie Maria w zasadzie mi leży. Nawet wierzę, że ona wierzy w to, co mówi/śpiewa (np. że nie wierzy), a mimo to „jakoś jej nie ufam i jakoś jej nie wierzę”. 🙂
    Maria Peszek jawi mi się jako sztuczna i wydumana kreacja, przez co naprzemiennie irytuje mnie lub śmieszy. Nie postrzegam tego jako jakąś wartość. Wręcz przeciwnie, uważam, że chuj to jest warte. Zdanie takie wyrobiłem sobie jakiś czas temu, gdzieś w okolicach „Miasto manii” i byłem w nim systematycznie utwierdzany. Ostatnio, po przeczytaniu wywiadu z Żakowskim umocniłem się na z góry upatrzonych pozycjach. Fakt, Żakowski bardzo pomógł Marii w pierdoleniu głodnych kawałków, ale jednak „pod pistoletem” jej do tego nie zmusił.

    Na koniec dodam jeszcze, że Maria Peszek pisze całkiem fajne teksty. Z muzyką też nieźle potrafi się komponować. Tak przynajmniej sądziłem po obejrzeniu spektaklu „Muzyka ze słowami” w Teatrze na Woli. Dawno, dawno temu. Potem było już tylko gorzej…

  3. spirydion napisał(a):

    problem jest taki, że rzeczywiście zbyt intensywnie próbuje się ją sprzedać w wielu mediach jako jakąś dyżurną skandalistkę czy coś w tym rodzaju (choć tak po prawdzie to czym ona skandalizuje? osobistymi tekstami? czy tym,że się kiedyś krótko ścięła? halo, mamy rok 2013 a nie 1963) ona sama sprawia wrażenie,że nie ma nic przeciwko, zgodnie z zasadą, że każdy sygnał na jej temat jest dobry, ale w sumie jest wrażliwa więc nie wiem czy czasem nie żałuje tej promocji … według mnie robi błąd, że godzi się łatwo na te warunki, myślę jednak, że to nie do końca jej wina. po prostu decydując się na dłuższe bytowanie w „overgroundzie” i trzymając się – być może zbyt konsekwentnie – raz obranego kierunku, z definicji naraża się na taką rolę. na tle innych w polskim szołbizie musi robić za zbuntowaną, niepokorną chłopczycę. phi.
    sugeruję wszystkim by to olać i trzymać się tylko zawartości jej wydawnictw. a tutaj zależy już co kto lubi. mnie osobiście podoba się kilka numerów w jej dorobku natomiast generalnie nie jest mi jakoś specjalnie bliska (wolę posłuchać np. The Suburbs sprzed prawie trzydziestu lat , akurat mi leci na głowę z głośnika w tej chwili:)
    a temat kontrowersyjnego image’u zostawmy na rozmowy o Genesisie P. Orridge’u 🙂

    • gRamofan napisał(a):

      Chętnie trzymałbym się jedynie zawartości wydawnictw Marii Peszek, ale po pierwsze nie potrafię w tym przypadku oddzielić twórczyni od tworzywa, a po drugie byłoby to chyba wbrew jej intencjom. Sztuką, którą uprawia MP jest autokreacja, coś co zawsze świetnie wychodziło jej ojcu. Z tym, że on ją uprawiał niejako przy okazji. W przypadku córki jest raczej na odwrót i na tym polega jej problem, niestety.

  4. elvis napisał(a):

    I ja też się dziwię, że tenpawlak (ten właśnie pawlak, a nie pierwszy lepszy), największy w naszym gronie spec od reklamy i marketingu, łyknął tak bezproblemowo reklamę i marketing. Jacku, tu nie ma artefaktu. Tu jest mediafakt, paczka świąteczna, platynowa płyta za sprzedaż „Jezus Marii” na prezenty w chrześcijańskie – o ironio! – Boże Narodzenie. Ktoś tu kogoś zrobił w konia czyli. Najprawdopodobniej „Joanna d’Arc wolnomyślicielstwa w Polsce” – Jacka ;).

  5. totem napisał(a):

    Ja natomiast nadal mam głęboko w stratosferze w co ona wierzy i czy wzięłaby udział w walce o „wolność Mario w swoim domku”. Nie będę jej słuchał, bo estetycznie mi nie konweniuje.

  6. tenpawlak napisał(a):

    I nikt się nie zająknął, żem zaproponował MP, że dla uwiarygodnienia kreacji powinna strzelić samobója, samopodapalenia pod Świątynią Opatrzności lub Pałacem Prezydenckim, albo w Sopocie pod domem Donalda? Nie będzie ogólnonarodowego skandalu recenzenckiego? Słabe. Usz jam.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Amy a my. | - […] potem było to, co wszyscy wiedzą, że było. Nawet ja cynicznie uznałem, że Amy “po swojej śmierci jakoś tak ciekawsza się…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *