KILLING ME SOFTLY WITH HIS SONG

KILLING ME SOFTLY WITH HIS SONG

Dostało się swego czasu kilku piosenkom, oj dostało ! Czas teraz na zachwyt. Nie będzie to lista najpiękniejszych piosenek świata. Będzie to egolista, czyli utwory, które w jakiś sposób, w różnych momentach życia odebrałem jak uderzenie pioruna, jak zderzenie z tirem, jak bliskie spotkanie z transformatorem. Oczywiście większość z nich usłyszałem jako nastolatek, w czasie, kiedy kształtował się mój gust muzyczny a rock’n’roll zaczął zajmować coraz większą przestrzeń w umyśle. Jest to (patetycznie tera!) hołd i podziękowanie, za zmarnowanie dużej części życia. Za to, że zamiast wyuczyć się na prawnika, czy lekarza wolałem wałęsać się z walkmanem na uszach i słuchać między innymi kilku z poniższych piosenek. Thank You Rock Stars! Kolejność utworów na liście przypadkowa.

Light My Fire – The Doors (1967)

Może nie jest to specjalnie oryginalny wybór, ale przewróciłem się na podłogę, kiedy to usłyszałem pierwszy raz. Detalicznie rozchodzi się o wstęp. Nie wiem jak to Ray Manzarek zrobił. Wysypał nuty na pięciolinię z pudełka? Dmuchnął w nie? Napił się czegoś? Zapalił? Dość, że zagrał w arcy pokręcony sposób. Przywykły dotychczas do ładnych i przewidywalnych melodii poczułem się, jak gdyby otworzyły się przede mną wrota za którymi był inny – barwniejszy świat.

Zapewne miłośnicy The Doors wiedzą, że zarówno tekst i melodia wyszły spod pióra gitarzysty Robby Kriegera i że pan Morrison nie brał udziału w procesie twórczym, aczkolwiek zaśpiewał wspaniale. Trochę niesprawiedliwie historia potraktowała panów Manzarka i Kriegera stawiając ich w cieniu wokalisty, ale to temat na inną opowieść. Covery Light My Fire zazwyczaj pomijają klawiszowe wywijasy, które tak genialnie spajają refren i zwrotki, dlatego covery są do niczego.

Light My Fire

Pride (In The Name Of Love) – U2 (1984)

Partia gitary, jakiej nie słyszałem nigdy wczeniej. Zwrotka w wykonaniu The Edge’a, to jak pocieranie ebonitem o materiał, w wyniku którego to pocierania w refrenie strzelają iskry. Armata w gardle Bono i wspomniane wyczyny gitarowe sprawiły, że kawałek wbił mnie w podłogę. Nie wiem, czy The Edge stosuje – jak np. Keith Richards z Rolling Stones – jakiś nietypowy strój gitary. Nie ma nic na ten temat w słynnym filmie „Będzie Głośno/It Might Get Loud ”, gdzie gitarzysta U2 jest jednym z bohaterów. Jest natomiast tam długa opowieść o stosowanych efektach gitarowych i budowaniu brzmienia utworów. Warto zobaczyć.

„Pride (In The Name Of Love)” – pierwszy kawałek U2, jaki słyszałem – doprowadził mnie do płyt grupy. Te wówczas w całości nie chwyciły za serce i gardło. Do U2 wróciłem po latach i już lubię.

Pride (In The Name Of Love)

The One I Love – R.E.M. (1987)

Najwspanialsze rockowe haiku, jakie znam. Ryszard Poznakowski – szef rodzimych Trubadurów, odparł zarzut tworzenia prostych piosenek mówiąc: a spróbujcie napisać prostą piosenkę, żeby była oryginalna! Tę sztukę grupa R.E.M. opanował do perfekcji. Od wielu lat tworzą rewelacyjne utwory, które zadziwiają głównie tym, że nikt ich nie napisał wcześniej. „Everybody Hurts”, „What’s the Frequency, Kenneth?””, „Stand”, to najlepsze przykłady. Pierwszą piosenką zespołu, jaką usłyszałem (podobnie jak w przypadku utworu U2 z tegoż spisu), było „The One I Love” i zgodnie z tytułem uwielbiam ją bezgranicznie.

The One I Love

Within You Without You – The Beatles (1967)

Kiedy nagrałem z radia na przesławny MK235 beatlesowskiego Sierżanta Peppera, najbardziej zaintrygował mnie zawarty na niej ten właśnie utwór, autorstwa George’a Harrisona. Połączenie muzyki indyjskiej z europejską Niesamowite – nieznane mi wówczas instrumentarium. Kompletnie inna melodyka i rytmika. Chciałem natychmiast kupić sitar, ale w sklepie muzycznym „TON” na Marchlewskiego nie mieli czegoś takiego…. zresztą wtedy nic tam nie mieli, oprócz tamburyna. Być może Harrison nie wymyślił niczego orginalnego, być może tak wyglądała wówczas indyjska muzyka pop, a on to tylko przeszczepił ją na grunt europejski. Tego nie wiem, ale dzięki temu nagraniu otworzyłem uszy na nieco inne dźwięki, niż tylko 3-akordowe rąbanki w metrum 4/4.

Within You Without You

Pump It Up – Elvis Costello (1978)

Nie Sex Pistols, nie The Clash a właśnie Costello. Lata 50-te, 60-te i 70-te razem w jednej prostej, a nawet prostackiej piosence. Zwrotka bezczelnie zapożyczona z Dylanowskiego „Subterranean Homesick Blues” Wykrzyczany refren i gitarowy riff, powtarzany na klawiszach (tak brzmiały PRL-owskie organy o nazwie B2). Riff ten ma swe korzenie – podobnie jak np. stonesowskie „Satisfaction” – w zagrywkach instrumentów dętych z soulowych utworów lat 60. Kradzione, bezczelne, plebejskie i na 2 akordach – punk! Pan Elvis Costello jest nadal cenionym artystą. Po latach od wydania rzeczonego hitu współpracował z Sir McCartneyem przy płycie „Flowers In The Dirt”, a jeszcze później ożenił się ze znaną wokalistką jazzową – Dianą Krall. Na koncertach Elvis wciąż potrafi przyłożyć w „Pump It Up”.

Pump It Up

Sexy Sadie – The Beatles (1968)

The Beatles ponownie. Tym razem wybrana piosenka jest schowana gdzieś z tyłu na Białym Albumie. Właśnie siedząc gdzieś tam sobie skromnie, zaintrygowała mnie. Wstęp i zagrywki na pianinie godne mistrza. Nie wiem kto grał i kto to wymyślił. Być może George Martin. W wersji akustycznej, wydanej w trzeciej części antologii The Beatles nie ma śladu pianina. Bez niego piosenka nadal intryguje niebanalną linią melodyczną. Takie nuty składali tylko Lennon i McCartney, w dodatku nie znając zasad notacji. Docenił tą pieśń po latach zespół Radiohead i na motywach „Sexy Sadie” właśnie, oparł swój utwór „Karma Police” – Tom York może się wypierać tego ile chce, ja wiem a raczej słyszę swoje. Radiohead ładnie to zrobili swoją drogą.

Sexy Sadie

Rehab – Amy Winehouse (2006)

Chciałem umieścić na liście coś współczesnego i przebój Amy, to pierwsze, co przyszło mi natychmiast do głowy. Nie cierpię tej dziewuchy! Jest paskudnie wytatuowana, ma brudne nogi, klnie jak szewc i wciąga nosem wszystko, łącznie z proszkiem Vizir…. Dość!

Muzykalność i wyczucie frazy rozkładają na łopatki. W jej piosenkach siedzą elementy jazzu, soulu, rocka i popu. Wszystko, co szlachetne w tych gatunkach podane w mistrzowski sposób… Do diabła, ona przecież ma brzydką barwę głosu….

Rehab

Polly – Nirvana (1991)

Dlaczego wybrałem „Polly”, a nie „Smeels Like A Ten Spirit”? O „Smeels…” już napisano tomy analiz. Cała płyta „Nevermind” iskrzy od niesamowitych piosenek i nie ja pierwszy przecież na to wpadłem. „Polly” to antyballada – właściwie, to jest byle jak zaśpiewane demo. I w tym tkwi cały urok tego wykonania. Kapitalna wstawka „Polly said …” brzmi jak pomyłka w tekście. Kwintesencja grunge’u. Byle jakie wykonanie, byle jakie śpiewanie, to i byle jaki opis.

Polly

Unknown Legend – Neil Young (1992)

Young nagrywa przeróżne płyty. Niezależnie, czy rockuje z zespołem Crazy Horse, czy countruje z akompaniamentem li tylko gitary akustycznej (choć ostatnio i elektrycznej), są to produkcje doskonałe. W …. roku wydał zestaw pod tytułem „Harvest Moon”, który otwierała powyższa ballada. Harley, zachodzące słońce, wiatr we włosach. Trochę to może kiczowate, ale mnie bierze. Mimo upływu lat, wciąż lubię tą piosenkę i tak mi chyba już zostanie.

Unknown Legend

Black Satin – Miles Davis (1972)

„Byliśmy najlepszym rockowym zespołem świata” – tak o tym okresie mawiał Miles Davis. Zafascynowany Hendrixem i Sly and the Family Stone, Davis po raz kolejny zawrócił historię jazzu. Elektryczne wcielenie jego formacji powstałe na początku lat 70 nie miało właściwie konkurencji, zarówno na scenie rockowej, jak i jazzowej. To nie był właściwie jazz, to była najczystsza forma rockowej energii w najdzikszej postaci. Dla niewprawnego ucha ta muzyka brzmi jak kakafonia. Swoją drogą to fascynujące, jak muzycy porozumiewali się między sobą w kwestii zmian tempa i przejścia do następnych utworów. W tym haosie jest metoda. Jak dla mnie, to największe mistrzostwo!

Black Satin

One Response to “KILLING ME SOFTLY WITH HIS SONG”

  1. YT napisał(a):

    Radiohead w ogóle sporo czerpią z Beatlesów, ale z nich czerpią wszyscy. Nawet jeśli o tym nie wiedzą 🙂 Pozdrówki dla redakcji!

Trackbacks/Pingbacks

  1. Amy a my. | - […] Amy Winehouse napisał kiedyś na cogra.pl Totem: “Nie cierpię tej dziewuchy! Jest paskudnie wytatuowana, ma brudne […]

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *